← BlogPracownie12 maja 2026

pomogarden

Są artyści, którzy pracują w ciszy galerii, i są tacy, którzy wolą rozmawiać z materią. Ten drugi typ zwykle kończy z rękami ubrudzonymi gliną, piecem rozgrzanym do temperatury małego piekła i przekonaniem, że najpiękniejsze rzeczy powstają wtedy, gdy coś minimalnie wymknie się spod kontroli.

Jego ceramika nie próbuje być perfekcyjna. I całe szczęście. W czasach, gdy wszystko wygląda jak wygenerowane przez algorytm (twarze, wnętrza, nawet awokado na Instagramie), on lepi przedmioty, które mają charakter. Kubki lekko krzywe, misy z nieoczywistą fakturą, wazony wyglądające tak, jakby pamiętały kilka dobrych historii i jeden kiepski romans.

W jego pracach jest coś bezczelnie analogowego. Każdy ślad palca zostaje tam nie dlatego, że „tak wyszło", ale dlatego, że właśnie o to chodzi. Ceramika w jego wydaniu nie jest dekoracją. Jest opowieścią o dotyku, cierpliwości i bardzo kontrolowanym chaosie.

Patrząc na jego prace, łatwo dojść do wniosku, że glina to materiał z osobowością. Potrafi współpracować, ale potrafi też obrazić się w piecu i pęknąć tuż przed finiszem. Być może dlatego dobry ceramik musi mieć jednocześnie temperament artysty i odporność średniej klasy pokerzysty.

On sam mówi o swojej pracy z rozbrajającym spokojem, choć proces tworzenia przypomina momentami alchemię połączoną z hazardem. Najpierw ziemia, potem woda, ogień i na końcu ten krótki moment otwierania pieca, trochę jak sprawdzanie wyników egzaminu, tylko droższego.

I może właśnie dlatego jego ceramika działa tak dobrze. Bo nie jest wyłącznie przedmiotem. Jest dowodem na to, że w świecie produkowanym seryjnie nadal istnieją rzeczy, które mają własny rytm, własne niedoskonałości i własną temperaturę. Dosłownie.